poniedziałek, 19 czerwca 2017

Szkoła #2

Poukładałam ubrana w szafie i posprzątałam w pokoju. Nagle otworzyły się drzwi w których stał Laito ze swoim szerokim uśmiechem...
- Maleńka, spóźnimy się do szkoły
- Naprawdę? Która godzina?
- Coś koło 18, Reiji kazał powiedzieć że masz się już szykować
- Nie moja wina że się spóźniam sporadycznie.. Dobra zawszę
- Nie, nie kochanie to on za szybko przychodzi- wampir śmiał się w głos
- A żebyś wiedział Rudy. Wynocha chcę się przebrać- podeszłam do mundurka zawieszonego na drzwiach szafy
-Jak sobie życzysz -uśmiechnął się i zniknął
Po chwili byłam gotowa, złapałam torbę i ruszyłam w stronę drzwi.Na korytarzu panowała dziwna cisza, jak na rodzinę Sakamaki to dość nie spotykane, nikt nikomu nie grozi śmiercią? Byłam już w głównym holu, cała szóstka czekała.
-Dłużej nie mogłaś kazać nam czekać?-odparł Reiji, po czym spojrzał na zegarek-jeśli teraz nie wyjdziemy spóźnienie jest gwarantowane
-Spokojnie zdążymy-westchnął Shu
-Chodźmy już -wtrąciłam, nie miałam zamiaru słuchać jak ci dwaj zaczną się kłócić.
Wyszliśmy przed dom, czarna limuzyna już na nas czekała, zajęłam swoje stałe miejsce koło Ayato. Poczułam czyjeś spojrzenie na sobie, spojrzałam na chłopców, mój wzrok skrzyżował się z pustym spojrzeniem Subaru -wampir natychmiast odwrócił głowę zawstydzony.Przez całą drogę wpatrywałam się w okno.Wreszcie ,gdy dojechaliśmy do szkoły ocknęłam się z "transu".
-Ej, śpisz Naleśniku?!- krzyknął Ayato, gdy limuzyna się zatrzymała.
-yh nie ,tylko się zamyśliłam..
-A o czym tak myślisz maleńka? -wtrącił rudowłosy wampir.
- Na pewno nie o tym co ty 
-Powiedzmy że Ci wierzę..-odparł ze śmiechem Laito.
Nie odpowiedziałam mu i wyszłam z pojazdu. Oczywiście musiałam poczekać na Ayato, bo gdybym tego nie zrobiła obraziłby się na mnie. Gdy wszyscy wyszli z samochodu, weszliśmy do budynku- sam budynek miał bardzo zadbane i wyszukane szczegóły architektoniczne ,ale nie mógł się niczym równać do posiadłości Wampirów, te marmurowe kolumny, złote i drewniane wykończenia i te piękne żyrandole nadawały charakter temu miejscu. Co prawda szkoła była jednym z największych i najbardziej znanych budynków w tej części Tokyo, ale nadal nie porównałabym jej do rezydencji Sakamakich-Weszliśmy do budynku, ja i szóstka wampirów jako obstawa, no cóż jako że ich ojciec to sam Tougo Sakamaki -wielki polityk- ludzie sami schodzili im z drogi. Rozdzieliliśmy się na końcu korytarza każdy poszedł w swoją stronę , ja z Ayato i Kanato-jako że jesteśmy w jednej klasie- udaliśmy się na piętro do naszej sali. Usiadłam na swoim miejscu, przed Ayato, spojrzałam na tablicę, aby dowiedzieć się co będziemy robić;
Lekcja rozpocznie się o 19:30, dziś będziemy gotować.
- Oh, dzisiaj będziemy gotować-odparłam z zachwytem.
- Gotować? -powtórzył bezmyślnie Ayato, po czym odparł- mam nadzieję, że będziemy robić Takoyaki- zaśmiałam się na jego odpowiedź- No co?
- Nic, ty wiecznie masz ochotę na takoyaki.
- To źle? Mam ochotę nie tylko na takoyaki-odparł po czym znalazł się tuż przede mną- twoja krew też należy do mojej listy przysmaków..
- Masz listę przysmaków?- spytałam dobrze wiedząc o co mu chodzi
- Nie. Co za pomysł? Wiesz dobrze o co mi chodzi i nie denerwuj mnie naleśniku
- Ej naleśnik ma imię. Jestem Yui. Przypominam o ile jeszcze pamiętasz..
- Wiem jak masz na imię, nie jestem głupi! -poszedł usiąść w swojej ławce
I już się obraził- pomyślałam- przypomniało mi się jaki był przez pierwsze tygodnie zanim lepiej mnie poznał, a ja jego i ten jego chłodny ton gdy mówił.. Właśnie co on mówił? Coś o przywileju władzy, zapisałam to w zeszycie muszę to sprawdzić -w momencie kiedy sięgałam po zeszyt do klasy wszedł nauczyciel i rozpoczęła się lekcja. Jak mówił Ayato tak było, robiliśmy Takoyaki, ku mojemu zdziwieniu on sam to zaproponował. Po lekcji wyszłam z sali i usiadłam na parapecie, rozejrzałam się czy w pobliżu nie ma zainteresowanych mną braci, na szczęście w pobliżu był teraz tylko obrażony Ayato, który rozmawiał z przyjaciółmi z klubu koszykówki. Wyjęłam zeszyt z torby i zaczęłam wertować strony.  Znalazłam po chwili odpowiednią stronę i zaczęłam czytać 
''Uznaję to ,co widzę.Przywilejem władzy jest torturowanie poddanych, prowadzące do niechybnej śmierci. Sięgnij dna i płacz" I pomyśleć że to są słowa Ayato , teraz to tylko mówi "Nie możesz oddać się nikomu innemu" , ale wole żeby mówił tak niż mnie torturował, czy co mu tam jeszcze do głowy przyjdzie. Na następnej stronie jest Subaru "Potrafię jedynie niszczyć i nie chcę uczyć się niczego innego.Marnuję swoje życie trawiony gorączką i ciągłą frustracją.Moje pragnienie nie ugaśnie. Trzymaj się ode mnie z dala, to sprawia że chce Cię zniszczyć"
Ostatnio z tego co pamiętam mówił coś, też takim wierszowym językiem, chyba też to zapisałam-znów wertowałam kartki "Welon splamiony krwią, usta osuszające kielich, będziesz należeć do mnie. Możesz się szarpać, ale nie uciekniesz z moich objęć." Spojrzałam na zegarek. Za chwilę koniec przerwy, a ja mam wuef. Poszłam szybkim krokiem w stronę sali gimnastycznej i weszłam do szatni. W środku było już kilka dziewczyn z mojej klasy.
- Już myślałam że nie przyjdziesz-westchnęła Natasha.
- Taa ja też się cieszę ,że Cię widzę..-rzuciłam szybko i zaczęłam się przebierać.
Przebrana pognałam na salę..
-Dobry wieczór -powiedział nauczyciel- nie mamy czasu, dzisiaj dziewczęta siatkówka czy co tam wam się chce, ja muszę przygotować chłopców na mecz, Najpierw 3 minuty biegu raz , dwa.
Gdy skończyliśmy biegać Pan Hiroshi zabrał chłopców z klubu koszykówki i wydzielił nam część sali. Każdy zajął się sobą, Junko i Suzue usiadły na ławce i rozmawiały w najlepsze.
-Yui!-usłyszałam i zaczęłam się rozglądać za właścicielem głosu, nagle dostrzegłam machającą mi z drugiego końca sali Naoko, stała z grupką cheerleaderek- Yui! Chodź tu! -zawołała ponowie
-Idę !-podbiegłam do nich-Cześć!
-  Zaczynamy próbę, ćwiczysz z nami. Pamiętasz?
- Tak oczywiście -uśmiechnęłam się- zaczynamy?
Tak chodźmy- Tamaki włączyła muzykę i zaczęłyśmy się rozgrzewać i rozciągać, po czym przeszyłyśmy do różnych akrobacji i piramid. Po lekcji z Panem Hiroshi można było już wracać do domu,było już dobrze po dwudziestej pierwszej,kiedy skończyliśmy. Przebrana wyszłam z szatni i pożegnałam się z dziewczynami.. Skierowałam się przed szkołę, idąc korytarzem, rozmyślałam czy Ayato dalej będzie na mnie zły i co mógł mieć na myśli Subaru mówiąc o tym welonie, prawdą jest to że muszę (a raczej dostałam ograniczony wybór od rodziców ) wyjść za mąż za któregoś z braci Sakamaki. Ciekawe co powiedzieliby, gdyby wiedzieli że to krwiożercze wampiry, cóż nie mam zamiaru im tego mówić, jak na razie, jednak bardziej interesowałaby mnie ich reakcja na wieść o tym kim jestem ja. Pewnie wyglądało by to jakoś tak:
Nasza córka!? Dlaczego nam wcześniej nie powiedziałaś i w dodatku jesteś żoną wampira! Jak mogłaś nie powiedzieć nam tego przez całe życie.-Mniej więcej by to tak wyglądało.Jako że wszyscy kończymy o różnych godzinach, dzisiaj przypadło mi wracać z Ayato (ciągle obrażonym), Laito i Shuu. Milczeliśmy przez pół drogi i było dobrze, ale Laito nie był by sobą, gdyby się nie wtrącił.
- Co jest  Maleńka, pokłóciliście się znowu?-spytał głosem zmieszanym radością z udawanym przejęciem
- Co? -spojrzałam na niego zaspana
- Zamknij się! -wtrącił Aytato
- Wy dwaj, uspokójcie się.-powiedział spokojnym głosem Shu. Przez resztę drogi nie odzywaliśmy się do siebie, a ja wciąż patrzyłam przez okno rozmyślając o wszystkim.
Po powrocie do domu poszłam wziąć prysznic i przebrać się na kolację. Ubrałam czerwoną sukienkę na ramiączkach zarzuciłam na to czarne bolerko i włożyłam swoje czarne baleriny. Delikatnie podmalowałam oczy i zeszłam na kolację -na co miesięczną uroczystą kolację. W jadalni byli już prawie wszyscy brakowało już tylko Kanato i Subaru.
- Jeśli zaraz nie przyjdą zaczniemy bez nich- powiedział Reji, a ja zajęłam swoje miejsce koło Ayato.
- Właśnie umieram z głodu-westchnął Laito-w tym momencie do pomieszczenia weszły dwa wyczekiwane wampiry
-Zaczynamy -oznajmił Reji.
Więcej nikt się nie odezwał, przez cały posiłek panowała cisza, wreszcie gdy Reji oznajmił że możemy już iść, wstałam i poszłam w kierunku swojego pokoju. Weszłam do pomieszczenia i zapaliłam światło, moim oczom ukazała się postać Ayato, na krześle-nie było to zaskakujące już się przyzwyczaiłam, że wchodzi tu kiedy chce. Spojrzałam na niego -zapewne tak jakby mi coś zrobił, bo chciałam dalej udawać przynajmniej obrażoną, ale trudno było mi się trzymać swojej roli, ponieważ przy Ayato nie miałam trzeźwego umysłu, a nogi były jak z waty. Poszłam w stronę szafy zostawiłam tam buty i zdjęłam bolerko, które powiesiłam na wieszaku wiszącym na drzwiach szafy. Wampir śledził mnie swoimi kocimi oczami. Kiedy przechodziłam koło niego chwycił mnie za nadgarstek i wstał z krzesła przyciągając mnie do siebie, tak że moja głowa wtulona była w jego pierś. Najzwyczajniej w świecie mnie przytulił.
- Już nie jesteś zły jak widzę- spojrzałam na niego, próbując zachować poważny wyraz twarzy.
- Nie, już nie..-odparł tuląc mnie mocniej
- To dobrze- odparłam wtulając się w niego.
- Zaraz wracam -odparł wampir, a ja korzystając z chwili jego nieobecności przebrałam się w piżamę, zmyłam makijaż i usiadłam na łóżku. Ayato wrócił po chwili, z jedną dłonią zwiniętą w pięść. Usiadł na łóżku za mną, przejechał wierzchem lodowatej dłoni po moim policzku,po czym zakrył mi oczy.-Nie otwieraj ich-polecił
- Dobrze- odparłam-poczułam lekki dotyk na szyi
- Możesz otworzyć-oznajmił -Podoba ci się ?-po otwarciu oczu zobaczyłam srebrny naszyjnik na mojej szyi z literką "A"
- "A" jak Ayato?-spytałam obracając głowę w jego stronę
Tak- jego blada skóra lekko się zaczerwieniła na policzkach-Podoba ci się ?-powtórzył pytanie.
Jest prześliczny-odparłam po czym pocałowałam go w policzek- Która jest godzina?
Dobrze po północy
Pójdę już spać-oznajmiłam po czym wstałam by móc wejść pod kołdrę
Śpię tu-oznajmił Ayato- i nie waż mi się sprzeciwiać -mówił kładąc się koło mnie i przytulając-Należysz tylko do mnie i nikt nie ma prawa cię dotykać -dokończył po czym przytulił się mocniej i zamkną oczy. Nie pozostało mi nic innego niż pójść spać, protestem nic bym nie osiągnęła,nie ukrywam też że lubię kiedy Ayato śpi u mnie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*Takoyaki- potrawa japońska. Przygotowuje się ją z ciasta i ośmiornicy z różnymi dodatkami, jak np. czerwony imbir marynowany. Podaje się w formie kulek o średnicy około 3-5 cm

wtorek, 13 czerwca 2017

Początki #1

Byłam sama w swoim pokoju, czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Uważnie rozejrzałam się po pomieszczeniu, na krześle siedział Ayato. Wpatrywał we mnie swoje soczyście zielone ślepia. Jego czerwone włosy swobodnie opadały mu na czoło. Spojrzałam na niego pytająco. 
- Co jest Naleśniku?
- Nic.. Co tu robisz ?
- Siedzę, nie widać?
- Chciałeś coś konkretnego?
- Nie, jednak jak już o tym wspominasz to chcę. Daj mi się napić. 
Nim się obejrzałam przygwoździł moje ciało do łóżka i przybliżył wargi do mojej szyi. Czułam promieniujący ból rozchodzący się od miejsca ugryzienia. Wampir oderwał się ode mnie po kilku zachłannych łykach. Spojrzał na mnie z zadowoleniem wymalowanym na twarzy.
Należysz tylko do mnie. Nie zapomnij o tym -spoglądał na stróżkę krwi spływającej po mojej skórze.
- Cały czas to powtarzasz, trudno o tym zapomnieć -oswobodziłam się i podniosłam do siadu. Musnęłam jego wargi i uśmiechnęłam się. Ayato wpił się w moje i całował zachłannie. Objęłam go za szyję bawiąc się końcówkami jego włosów. Kiedy znów przymierzał się do picia mojej krwi i już miał się wgryźć mój żołądek dał o sobie. Czerwo-włosy westchnął, a w jego głosie słychać było niezadowolenie.
- Nie tylko ty jesteś głodny, już ci wystarczy. -oswobodziłam się z jego objęcia i podeszłam do szafy. - Idź już, chcę się ubrać.
- Mogę ci pomóc - usiadł po turecku na skraju łóżka.
- Podziękuję, poradzę sobie -usłyszałam jak wzdychał, zabrałam rzeczy z szafy i obróciłam się z ponowną prośbą ponownego opuszczenia pokoju. Jednak Wampir już zniknął.- Przynajmniej w spokoju mogę się ubrać- pomyślałam i skierowałam się do łazienki. Podeszłam do lustra wiszącego na całej ścianie od wejścia. Spojrzałam na swoje odbicie. Blada skóra, brązowe loki spadające na ramiona i szara piżama składająca się z luźnej koszulki i krótkich spodenek. Wyglądam jak zwyczajna licealistka. Dostrzegłam plamę krwi na koszulce - cóż tak to jest kiedy "dokarmia" się wampiry, a raczej kiedy dokarmiają się sami. Mieszkając z braćmi Sakamaki, przyzwyczaiłam się do bólu wbijanych kłów. Już ubrana zeszłam do kuchni gdzie wstawiłam wodę z zamiarem zrobienia kawy. Zabrałam się za kanapkę. Jak wiele nie spodziewanych rzeczy jeszcze mnie tu czeka?- rozmyślałam nad tym wszystkim zakładając kanapkę. Po najedzeniu się i wypiciu kawy postanowiłam pospacerować w ogrodzie korzystając z ostatków słońca. Spacerowałam kilka godzin różanymi ścieżkami. Zapisałam różne teksty w swoim zeszycie.
"Każdy znajdzie sobie kiedyś słońce, tym słońcem jest druga połówka, lecz ja żyje w wiecznym mroku i nigdy nie znajdę swojego słońca. "
Po napisaniu zaczęłam wertować jego kartki ,i czytać co pisałam wcześniej.
Cisza narasta, 
w sercu wciąż gości lód.
Pragnienie miłości znika, gdy widzę jak trzymasz jej dłoń...
Pragnienie ucieczki narasta, 
zawsze gdy próbuje odszukać Cię wzrokiem, 
tylko po to by zatonąć w głębi twych oczu.
Jednak gdy odszukam je z pośród setki spojrzeń odwracam głowę 
i tonę , tonę w myślach nie skończonych..
Po zanotowaniu paru rzeczy wróciłam do środka rezydencji.

środa, 31 maja 2017

Prolog

- Jeśli nie chcesz wyjść za Wiktora, to wysyłamy cię do tej twojej Japonii- stanęłam jak wryta na wejściu do jadalni
- Jak to? - nie wierzyłam własnym uszą- Lecicie ze mną?
- Polecisz tam, jak na razie na nie określony czas. Rozmawialiśmy z panem Tugo Sakamaki, który powiedział nam o swoich sześciu synach. Dostajesz ultimatum, albo wyjdziesz za któregoś z nich, albo wracasz i wyjdziesz za Wiktora. Chłopcy są już o wszystkim powiadomieni.
- Nie wierzę! - nie wiedziałam, czy jestem zła czy szczęśliwa. Moje największe marzenie miało się spełnić ale posiada ten jeden haczyk. Za długo siedziałam już w tej wierzy i nie mam zamiaru tam wracać. Nie po to się uwolniłam żeby zostać żoną jakiegoś wrednego typa.- To w nagrodę, czy za karę?
- Traktuj to jak chcesz, a teraz idź się spakować. Rano masz samolot.
Pobiegłam na swoje piętro i niczym huragan wpadłam do garderoby.- Suknie zostają- mruknęłam pod nosem i wzięłam swoją walizkę. Jeśli to dłuższy pobyt to muszę mieć bagaż podręczny, na buty, ubrania, kosmetyczkę.. Najlepiej dwie walizy na buty.. Jeśli chodzi o mnie jestem prawdziwą kolekcjonerką. Gdybym była księżniczką Disneya, byłabym Kopciuszkiem. No cóż jestem tylko księżniczką. Spakowanie moich ubrań wraz z samym przebieraniem które chcę zabrać zajęło mi całe popołudnie.- Mam nadzieję, że mają wielką szafę dla mnie-powiedziałam do siebie patrząc na siedem walizek stojących w holu na moim piętrze. Jadę tam na więcej niż parę dni więc to i tak mało. Zmęczona poszłam do sypialni i położyłam się na łóżku wyciągając telefon i dzwoniąc do przyjaciółki. Mam ją zapisaną jako "A Mrs. Horan NIGA" to "A" jest tylko po to żeby była pierwszą osobą w kontaktach. Zadzwoniłam do niej z moją cudowną wiadomością.
- W życiu nie zgadniesz!
- O co chodzi? Właśnie bawię się ze Szczurem ( chodzi o świnkę morską)
- Lecę do Japonii
- Kiedy?
- Jutro rano.. Lecę tam żeby znaleźć męża, ale to taki mało interesujący mnie fakt. Będę miała sześciu do wyboru.
- Przyślij mi jakiegoś – zaśmiała się swoim specyficznym śmiechem, który sprawia że od razu człowiekowi weselej. Zawtórowałam jej również głośnym śmiechem.
- Oczywiście, tylko nie zgwałć go od razu
- Ma się rozumieć.. Możemy się jeszcze dziś spotkać? Skoro wyjeżdżasz-
- I nie wiem kiedy wrócę, mam siedem walizek... SIEDEM! Z czego dwie to same buty.
- Jak jechaliśmy z klasą na dwa dni nad jezioro zabrałaś walizkę więc mnie to nie dziwi.
- Ty miałaś torbę. Dobra ubieram się i widzimy się w naszym miejscu.
- Do zobaczenia
Ubrałam się w czarne rurki i biały T-shirt, do tego brązowe botki. Kończyła się moja ulubiona pora roku, czyli lato. Od miesiąca mam już oficjalnie siedemnaście lat. Związałam moje brązowe pukle w wysoki kucyk aby nie żyły własnym życiem, szare oczy podkreśliłam czarną kredką i wyszłam z zamku. Mijałam dobrze znane mi uliczki, mojego miasta rozglądając się tak jakbym była tu po raz pierwszy i chciała zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Po krótkim spacerze zawędrowałam na ławkę przy ścieżce rowerowej, na której siedziała ciemna blondynka. Podeszłam do niej z uśmiechem i usiadłam o bok kładąc głowę na jej ramieniu. Przemilczałyśmy przez chwilę kwestię mojego wyjazdu i skupiłyśmy się na przejeżdżających kierowcach którzy spoglądali na nas, kiedy śmiałyśmy się z tego jak wariatki. Będzie mi tego brakować, ale chcę spełnić marzenie, a kto wie może na prawdę się zakocham? Zobaczymy co zgotuje mi los.  Spojrzałam na moją przyjaciółkę.
- Będę za tobą tęsknić
- Ja też... Kogo będę denerwowała jak wyjedziesz?
- Z kogo będę się śmiać jaki jest głupi, zwłaszcza na zakupach?
- Albo przedrzeźniała płaczące dzieci w sklepie?
- Mogę cię spakować do walizki?
- No pewnie, zwinę się w kłębek i prześpię pod czas lotu.
- Nie zeżryj mi ubrań w walizce.
- Nie pakuj mnie ze swoimi ubraniami, będą śmierdzieć tobą!
- Masz pecha Mała!
- Małe jest piękne..
Do domu wróciłam wieczorem.. Pożegnałam się z Blondynką uściskiem. Wzięłam długą kąpiel dla rozluźnienia. Jednak długo leżałam w łóżku nie mogąc zasnąć z podekscytowania jutrzejszym lotem. Mimo to zasnęłam koło drugiej w nocy, rano obudził mnie budzik o szóstej trzydzieści. Wygramoliłam się z łóżka i podreptałam do garderoby aby się ubrać w wygodne rzeczy. Ubrałam szare leginsy oraz luźny czarny top, włosy związałam w niechlujnego koka po czym zeszłam na śniadanie. Jak się okazało moje torby już zostały zaniesione do samochodu. Jeden problem z głowy. Podbiegła do mnie moja młodsza siostra. Spojrzałam na swojego o pięć lat młodszego klona i uśmiechnęłam się. Jest tak samo wredna jak i ja. Wręczyłam jej klucz do pokoju z moimi starymi zabawkami. Kazałam jej o nie dbać, chociaż wiem że o wiele bardziej woli lego niż moje lalki i samochodziki. Wysłałam jeszcze sms'a do przyjaciół i Babci że napiszę im kiedy dolecę. Pożegnałam się w domu i poszłam do samochodu, w którym jeszcze się zdrzemnęłam zanim dojechaliśmy na lotnisko. Na lotnisku sprawdzili czy nic nie przewożę, oczywiście głupi paparazzi musieli ogłaszać że księżniczka gdzieś wyjeżdża. Już widzę te artykułu: "Co ciągnie księżniczkę Yui do Japonii?". Już wam mówię, biegnę i lecę powiedzieć że rodzice mi kazali znaleźć męża. Nie wiem  czemu się na to uparli, chyba chcą mieć nie pisane porozumienie z Japonią. Wiktor, którego nie cierpię za to co mi zrobił jest w jednej trzeciej narodowości niemieckiej. Do obecnych nic nie mam, ale ci co zabijali ludzi pod czas wojny skutecznie zniechęcili mnie do nauki tego języka. Dziewięć lat nauki i nic. Nie potrafię skleić zdania. Nie mam do tego talentu, mówi się trudno. Po przejściu przez wszystkie bramki i sprawdzeniu biletu siedziałam na swoim miejscu w samolocie. Wyglądałam na świat za oknem, pilot ogłosił start maszyny i prośbę o wyłączenie urządzeń elektrycznych. Wcześniej odbyła się prezentacja stewardess na pokładzie. Najlepiej wszystko wyglądało kiedy już znajdowaliśmy się w powietrzu. Zrobiłam kilka zdjęć, które potem wyślę do mojej NIGI i wstawię na jakieś forum. To pewne. Lot trwał kilka godzin, spałam przez dwie i pół. Przynajmniej mi się nie dłużył, opuszczenie Polski było ciekawym doświadczeniem, oczywiście byłam już za granicą, ale to mój pierwszy lot samolotem, jednak nie pierwszy lot w życiu. Nie mówię tu o balonach czy innych możliwościach, ja latałam na smokach. Dzięki oswojeniu smoka który pilnował mojej wierzy mogłam uciec. Jednak to nie był mój pierwszy lot, pierwszy lot na smoku odbyłam już jako dziesięciolatka wraz z moim kuzynem. On nauczył mnie wszystkiego o smokach.W trakcie podróży czytałam moją ulubioną powieść o Wampirach na e-booku i nie nie czytałam "Zmierzchu". To już mam dawno odbębnione więc z pewnością mogę stwierdzić, że film nie może się równać z książką, ale to moje zdanie. Po wylądowaniu rozglądałam się nie wierząc, że tu jestem. Zauważyłam tabliczkę z napisem "Princess Yui from Poland" oraz namalowaną polską flagę. Podeszłam powoli do starszego mężczyzny i przywitałam się mówiąc że to na mnie czeka. Poszliśmy z nowo poznanym japończykiem po moje walizki które bez trudu położył na wózek taki jak w hotelach, którymi wożą bagaże gości. Najciekawsze jest to z jaką lekkością to robił, podnosił je niczym piórko. Wytłumaczył mi że jest lokajem i poprosił abym przebrała się w coś elegantszego, na co przystałam bo nie wypada jechać do kandydata na męża w stroju domowym. Zabrałam czarną sukienkę z koronkowymi wstawkami po bokach i czarne szpilki. Fryzury jednak nie zmieniłam i nie pomalowałam się, gdyż uznałam to za nie konieczne. Wróciwszy do mężczyzny poszliśmy do limuzyny, otworzył mi drzwi i powiadomił że w środku jest list od "Paniczów". Usadowiłam się na obitych czerwoną skórą fotelach i zerknęłam na kopertę na małym szklanym stoliku. Sięgnęłam po nią i zaczęłam czytać.
Cieszymy się z zaszczytu otrzymania szansy zawalczenia o rękę Księżniczki, oraz możliwości goszczenia Cię pod swoim dachem. Ojciec powiadomił nas o twoim przybyciu natychmiastowo po konsultacji z Panienki rodzicami. Przepraszamy za nie odebranie osobiście z lotniska, jednakże musieliśmy dopilnować aby wszystko było przygotowane na Twój przyjazd.
Bracia Sakamaki
Ojejku jeśli wszyscy są tacy "ą", "ę" to ja nie wytrzymam. Chociaż chwila, szóstka facetów pod jednym dachem i zero kłótni? To było by dziwne, na pewno będą się kłócić, jak to rodzeństwo o każdą "pierdołę" lub rzecz. Stwierdzam to z doświadczenia z moją siostrą. Zaczęłam się zastanawiać jacy mogą być moi nowi współlokatorzy i czy będę mieć z nimi jakieś problemy. Jechaliśmy dość długo, wydaje mi się że przejechaliśmy całe Tokyo. Z otwarta buzią patrzyłam na świat zza zaciemnionej szyby. Na szczęście zaciemnionej, bo wyglądałam jak ułomna. Powstrzymałam okrzyk radości, ale wierciłam się z niecierpliwością. W końcu wjechaliśmy na drogę prowadzącą przez las i chwilę się denerwowałam, jednak ujrzałam dach, a po kilku minutach rezydencję. To tu od dziś będzie mój nowy dom. Samochód wjechał na posesję okrążając fontannę stojącą na środku i zatrzymując się na wprost wielkich dębowych drzwi. Z pomocą lokaja wysiadłam z pojazdu, a on sam zadeklarował że bagaże zostaną dostarczone do mojego pokoju. Powoli kierowałam się do wejścia rozglądając jak zaczarowana. Zastukałam kołatką w drewno i rozszedł się głuchy stuk. Raz, drugi, za trzecim wyciągnęłam dłoń ku klamce, ale drzwi rozsunęły się wpuszczając mnie do środka. Nie pewnie weszłam do środka ciągle chłonąc widoki. Cieszyłam się jak dziecko. Ruszyłam w głąb korytarza mijając marmurowe kolumny i stare obrazy, dotarłam do klatki schodowej z rozwidleniem na końcu którego zauważyłam czerwonowłosego chłopaka. Czas zagadać- pomyślałam i ruszyłam pewnie w jego stronę. Nie należę do osób płochliwych, lubię poznawać nowe osoby i rozmawiać z nimi. Stanęłam przy ławce na której leżał.
- Um przepraszam? - mimo wszystko trzęsły mi się ręce, a chłopak nie zareagował. Jest chyba w moim wieku, na to bynajmniej wygląda.- Jestem Yui – Czerwonowłosy uchylił powiekę przez co skupiłam się na kontrastujących z czerwienią, zielonych kocich oczach. Uwielbiam zielone oczy
- Cześć- usiadł i przeczesał włosy- Jesteś nową ofiarą co ? - uśmiechnął się dość łobuzersko. Wiedziałam że nie mogą być tacy grzeczni
- Jaką ofiarą? Nie, nasi rodzice rozmawiali ze sobą..
- W kwestii ślubu prawda? - wtrącił nowy głos, obróciłam się w jego kierunku. Stał tam czarno włosy mężczyzna- Jesteś Yui?
- Owszem jestem. Rodzice mnie tu przysłali
- Czekaliśmy na ciebie, zapraszam do salonu. Musimy cię zapoznać z mieszkańcami i zasadami
- Ja bardzo chętnie- poszłam za nim zostawiając czerwonego z tyłu mimo to czując spojrzenie jego intensywnie zielonych oczu. Miałam wrażenie jakby świdrował mnie na wylot i próbował czytać w myślach.
Weszliśmy do wielkiego pomieszczenia, które chyba jest salonem. Rozejrzałam się po dość jasnym pomieszczeniu. Kolumny z prawej strony od wielkich dębowych drzwi, a między nimi łuki. Domyślam się, że są marmurowe. Ciemne kanapy wykonane w dość starym stylu stały na środku granatowego dywanu. Marmurowy komniek pomiędzy wielkimi oknami nadawał ciepła temu pomieszczeniu. Po lewej od niego znajdowały się schody na półpiętro, gdzie stały dwie kanapy, bardziej leżanki i stolik z owocami. Ciekawie urządzone, czuję się jak w zamku. Usiadłam na kanapie wskazanej przez mężczyznę i spojrzałam na złoty żyrandol którego źródłem światła były świece.
- Więc jak wspominałaś jesteś Yui – zaczął swój monolog. Pokiwałam głową zgodnie z treścią jego zdania.- Myślę że uprzedzono cię o tym że jest nas sześcioro
-Owszem, rodzicie powiedzieli mi ilu was jest jednak za dużo nie wiem.
-Yhym pozwolisz że przedstawię ci nas
Do pomieszczenia jak na rozkaz weszła piątka chłopców. Nie powiem wszyscy są niczego sobie. Posłałam im życzliwy uśmiech. Czerwonowłosy którego spotkałam wcześniej usiadł na fotelu obok kanapy na której siedziałam, natomiast wolne miejsce obok mnie zajął chłopak o rudawo-brązowych włosach do ramion w kapeluszu, szczerzący się jak głupi do sera. Za kanapą po mojej prawej stronie stanął fioletowo-włosy chłopiec, tak myślę. Wygląda na jakieś góra jedynaście lat mimo że informowano mnie że najmłodszy ma szesnaście. Biało-włosy ubrany w ciemne ubrania i postrzępioną koszulkę oparł się o filar na przeciwko siedzeń i mierzył nas nie schowanym za grzywką okiem. Był jeszcze Blondyn, który leniwie opadł na kolejną kanapę. 
-A teraz w gwoli ścisłości. To najstarszy syn Shu- Okularnik skrzywił się gdy wypowiadał imię brata, co właściciel imienia wydawało się zignorował i spojrzał na mnie z pod uchylonych powiek błękitnymi oczami.- Jestem drugim synem Reiji- tym razem Blondasek się skrzywił. Chyba się za bardzo nie lubią.- Trzeci syn Laito
- Miło Cię poznać Maleńka- puścił mi oczko i zaśmiał się rozbawiony
- Kanato -kontynuował Reiji
- Proszę, spróbuj spędzić
- Ayato
- Następnym razem Naleśniku będziesz moją ofiarą- spojrzałam na czerwonego i zmierzyłam się wzrokiem..
- Chyba żartujesz? Z której strony ja ci naleśnik przypominam. Hym? -jako że jestem szczera do bólu musiałam spytać
- Ja z chęcią sprawdzę czy nie wypchane -odezwał się Rudy na co Ayato warknął
- Może kiedy indziej -zaśmiałam się z Rudym. Chyba mamy wspólny język
- I najmłodszy syn Subaru- dokończył Reiji, na co biało-włosy prychnął i podniósł pięść do ust
- Miło mi was poznać. Jestem Yui, chociaż wiem, że was o tym poinformowano niektórym trzeba przypomnieć -spojrzałam na czerwonego znacząco, na co on wzuszył ramionami
Reij iwytłumaczył mi zasady panujące w rezydencji i poprosił Subaru o odprowadzenie mnie do pokoju, który okazał się być zupełnie nie w moim stylu. Mianowicie był różówy, a ja toleruję róż w małych ilościach. No trudno skrzwiłam się wraz z Osiłkiem- tak dla mnie wygląda, no w końcu spotkajcie dwu metrowego chłopaka napakowanego i nie nazwijcie go osiłkiem- on ewidentnie też nieprzepada za różem. Zaśmialiśmy się krótko na ten gest. Powiedział że może poprosić Reijia o nowy pokój dla mnie na co odparłam że nie chcę robić problemu. Jestem w Tokio w Japonii myślę że nie dużo czasu spędzę tu skoro mogę zwiedzać. Mam nadzieję, że się nie zgubię. Wypakowałam swoje rzeczy do szafy i usiadłam na wielkim łożu. Na moje nie szczęście w szczęściu, tak nieszczęście w szczęściu, zamiast szczęście w nieszczęściu bo uszczęśliwia mnie bycie w tutaj, a ten pokój to tylko drobiazg. Wielki, różowy drobiazg w którym czuję się jak jakaś Barbie. Postanowiłam pospacerować po korytarzach i sprawdzić gdzie co jest, jednak gdy otworzyłam drzwi wpadłam na czyjś tors. Spojrzałam w górę i zatonęłam w kocich oczach. I to w tychsamych oczach tonę od ponad pół roku przebywając w Rezdydencji należącej do Króla Wampirów.

piątek, 26 maja 2017

About Me!

   Nie umiem pisać o sobie. Mimo wszystko lepiej poznawać kogoś powoli, przebywając z nim i rozmawiając, przez co poznajemy jego zwyczaje, ale cóż tutaj wyjdzie to mało efektywnie. 

Mam na imię Martyna, mam 16 lat i uczęszczam do gimnazjum. Pisanie jest moją pasją od kiedy pamiętam. W podstawówce pisałam wiersze o ile możne "to" co pisałam nimi nazwać, Gimnazjum pokazało mi co tak naprawdę chcę robić w życiu oraz w czym jestem dobra.W WIELKIM stopniu pomogła mi w tym moja wychowawczyni której do końca życia będę wdzięczna za chęć czytania moich wypocin i pomoc w rozwijaniu się. Może nie jestem najlepszą pisarką, ale staram się i ćwiczę w każdy możliwy sposób. Pisanie opowiadań to jedna z rzeczy która pomaga mi w prawidłowym pisaniu, pomogło mi również opanować interpunkcję i moje zdania nie wyglądają tak:
"nie ,ale" Tylko "nie, ale" z czego jestem zadowolona.

W przyszłości widziałabym się w roli dziennikarki bądź architektki wnętrz. Są to dwie rzeczy które sprawiają mi radość przy ich wykonywaniu. Mam jeszcze inne marzenia, ale to może kiedy indziej.

Sądzę że jestem dość ambitną osobą, która jest ciekawa świata. Lubię uczyć się języków, poznawać nowe słowa, kultury związane z danym krajem oraz potrawy. Ostatnimi czasy interesowała mnie Japonia, oczywiście dalej jest dla mnie zaskakującym krajem, ale minęła moja "ekscytacja". Uczyłam się na własną rękę japońskiego i stwierdzam że jest to bardzo wymagający język który należy utrwalać na co nie miałam za dużo czasu więc władam zaledwie paroma zwrotami i znam kilka znaków. Oczywiście zdań też, później rozpoczęłam przygodę z włoskim. Był on przyjemny do nauki, ale również zatrzymałam się na podstawach. Głownie dla tego że samemu naprawdę trudno jest zrozumieć niektóre wyrazy, słowa czy gramatykę, a z ostatnim mam problemy. Angielskiego uczę się zaledwie 3 lata, potrafię dość dużo jak na taki okres czasu, ale gramatyka wciąż sprawia mi problemy. Niemiecki pominiemy, u mnie to porażka, uczę się go 9 rok, umiem ledwie podstawy :)
Moja siostra zaraziła mnie ciekawością do języka rosyjskiego który ma dość trudny alfabet, ale uczę się go od zeszłego czwartku i zazdrosze jej ponieważ składa zdania. Ja umiem liczyć tylko do 29 i wypowiedzieć kilka słów.

Nie nazwę siebie Otaku mimo że od czasu do czasu obejrzę anime. Diabolik Lovers było takimi drzwiami do tego świata pełnego Japonii. Przyznaję bez bicia że "tak denerwuje mnie jak ktoś mówi chińskie bajki", ponieważ nie jest to zgodne z prawdą. Animacja animacją, a bajka bajką nie mieszajmy proszę :)

Co ja mogę jeszcze o sobie powiedzieć?

Mam 168 cm, kocham wysokie buty (szpilki włóżmy do szuflady z napisem "ubieram bo ładnie, albo muszę. Ciężko było nauczyć się chodzić), czasem rysuję, częściej piszę. Jestem w klasie humanistycznej.

Jeśli czegoś nie dopowiedziałam chętnie po odpowiadam na pytania :)
To by było na tyle o mnie...
Życzę Ci miłego dnia/wieczoru/nocy 

piątek, 19 maja 2017

Wstęp

Witam, jeśli się tu znalazłeś/aś to na pewno jest jakiś powód. Może zwykła ciekawość, albo błądzisz po internecie. Jednak mimo wszystko zapraszam do lektury nad którą obecnie pracuje.
Ewidentnie nie umiem pisać wstępów jednak mimo wszystko, każda rzecz musi mieć jakiś początek.

Wkradając się między wierszy mojego pisania i zostając tutaj mam zaszczyt mianować Cię moim Takoyakiem. Ma to nawiązanie do jednej z głównej postaci, a mianowicie Ayato.

W planach mam również inne historie jak i rozwijanie tej. Chcę również napisać dwie wersje Princess in Black [ Diabolik Lovers] jako fanfiction oraz z innymi imionami co będzie dedykowane dla mojej przyjaciółki Sandry która ma swoje powody :)


Moje opowiadania/książki (jak kto woli) będę dodawać tutaj jak i na Wattpadzie, Więc zapraszam Was bardzo serdecznie do zaglądnięcia i życzę miłego czytania.




Szkoła #2

Poukładałam ubrana w szafie i posprzątałam w pokoju. Nagle otworzyły się drzwi w których stał Laito ze swoim szerokim uśmiechem... - Male...